Subscription Plans

Please consider supporting us by becoming a full access members. You get all the bells and whistles included, plus free access to our ebook librarties

Free limited access

  • Etiam est nibh, lobortis sit
  • Praesent euismod ac
  • Ut mollis pellentesque tortor
  • Nullam eu erat condimentum
  • Donec quis est ac felis
  • Orci varius natoque dolor

Member full access

  • Etiam est nibh, lobortis sit
  • Praesent euismod ac
  • Ut mollis pellentesque tortor
  • Nullam eu erat condimentum
  • Donec quis est ac felis
  • Orci varius natoque dolor

Only for Members
Exclusive

Udział start-upów AI w Polsce wzrósł dziesięciokrotnie. Młode firmy mogą skorzystać z dofinansowania na innowacje

Udział start-upów w Polsce, które wykorzystują sztuczną inteligencję jako główny obszar działalności, zwiększył się z 1,3 proc. firm założonych w latach 2013–2016 do ok. 13 proc., które powstały między 2023 a 2026 rokiem – wynika z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE). Zdaniem ekspertów, aby zyskać przewagę konkurencyjną, start-upy należy budować z wykorzystaniem AI. W ich opinii w Polsce są ku temu odpowiednie warunki.

– Start-up można budować bez wykorzystania AI, na pewno będzie na to branża, na przykład craftowe lub inne przedsięwzięcia. Natomiast w sferze technologii niebudowanie ze sztuczną inteligencją jest już kompletnie niemożliwe. Jesteśmy w gronie osób, które budują coś nowego, chcą zrobić coś innowacyjnego czy uzyskać przewagę. Teraz jest krótkie okienko czasowe, kiedy można ją zdobyć za pomocą AI. Za chwilę wszyscy inni konkurenci, nie tylko w Polsce, będą robić rzeczy 10 razy szybciej, 10 razy mniejszymi zasobami i być może 10 razy lepiej. Pytanie, czy jesteśmy w stanie z nimi konkurować, ponieważ wtedy to już jest walka o przetrwanie, a nie o przewagę – mówi w rozmowie z agencją Newseria Igor Pielas, założyciel AI Business Builders.

Polski ekosystem startupowy liczy ok. 3,6 tys. aktywnych podmiotów. Zdaniem autorów raportu „Mapa kompetencji AI w Polsce – Potrzeby i kierunki rozwoju” Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), przygotowanego we współpracy z Google Cloud Polska, strategiczne wykorzystanie potencjału sztucznej inteligencji w tym sektorze może się stać katalizatorem wzrostu gospodarczego i konkurencyjności naszego kraju na arenie międzynarodowej.

– Start-upy od samego początku trzeba budować z AI również dlatego, że podobnie jak w inwestycjach działa tu procent składany. Jeśli zaczniemy tworzyć systemy, a nie tylko wykorzystywać AI do odpowiedzi na nasze pytania, będziemy zapraszać naszą wiedzę, dane, procesy firmy i łączyć je w jeden system, gdzie AI, a w zasadzie agenci, są w stanie wykonywać realną pracę. To jest absolutnie nowy styl prowadzenia biznesu. Myślę, że nie ma już w tym momencie drogi odwrotu – uważa Igor Pielas.

Wzrost liczby start-upów wykorzystujących sztuczną inteligencję o blisko 12 proc. może odzwierciedlać globalny trend upowszechniania technologii AI w działalności przedsiębiorstw, a także zwiększone zainteresowanie inwestorów projektami opartymi na sztucznej inteligencji, co sprzyja eksponowaniu jej zastosowań w profilach start-upów. To wnioski analityków PIE.

– W przypadku własnych rozwiązań AI budowanych w Polsce musimy je rozdzielić na zaawansowane nowe modele. Natomiast teraz każdy wykorzystuje AI i jest ona dostępna dla wszystkich. Nie mówię o największej technologii, ale korzystamy z tej infrastruktury. Tak jak budowaliśmy start-upy kilka lat temu na chmurze, jak wszystkie SaaS-y, tak teraz wykorzystujemy sztuczną inteligencję do tego, żeby budować różnego rodzaju biznesy. Wykorzystujemy to w naszych produktach i w sposobie, w jaki pracujemy. To musi iść wspólnie – podkreśla założyciel AI Business Builders.

Ważną barierą w procesie adaptacji i rozwoju rozwiązań sztucznej inteligencji jest brak wyspecjalizowanych inwestorów rozumiejących technologię AI, co prowadzi do trudności w ocenie potencjału projektów bez wyraźnej trakcji rynkowej. Ponad 80 proc. start-upów w raporcie PFR i Google Cloud Polska wskazuje, że inwestorzy oczekują już sprawdzonych wdrożeń przed podjęciem decyzji inwestycyjnej.

– W Polsce, tak jak wszędzie indziej, mamy warunki do budowania własnych rozwiązań AI. Powiedziałbym wręcz, że narzędzia takie jak Claude Code czy Codex nie mają narodowości. Są dostępne wszędzie. Miejmy nadzieję, że tak zawsze będzie i jeżeli tego nie wykorzystujemy, to tylko wtedy mamy problem krajowy – podkreśla Igor Pielas. – Jeżeli w kraju zabroni się wykorzystywania AI w określonych obszarach, to pewnie będzie gorzej. Oczywiście w naszym ekosystemie prawnym związanym z Unią Europejską są pewne obostrzenia, które moim zdaniem będą spowalniały rozwój tej części świata. Mamy wszystkie możliwości, ale będziemy musieli się mierzyć z przeszkodami prawnymi, ale tak samo w każdym innym kraju ktoś może robić absolutnie podobne rzeczy – dodaje.

Niepewność regulacyjna i złożoność wymogów prawnych stanowią istotne wyzwanie dla start-upów AI, na co wskazują dane z raportu PFR i Google Cloud Polska. Jego autorzy wymieniają m.in. trudności w dostosowaniu się do wymogów RODO w kontekście przetwarzania danych przez systemy AI, obawy związane z wdrażaniem AI Act i jego wpływem na rozwój start-upów, wyzwania związane z ochroną własności intelektualnej dla rozwiązań AI czy też brak jasnych wytycznych dotyczących standardów etycznych AI.

– AI zrewolucjonizowało podejście do budowy produktu, przede wszystkim skracając czas produkcji. Ta przewaga to już dzisiaj nie jest wyłącznie development. Obejmuje wytwarzanie oprogramowania, od uporządkowania założeń biznesowych, gdzie AI jest sparingpartnerem do szukania kontr do naszych pierwotnych założeń, po pisanie dokumentacji, design, gdzie decyzję podejmujemy na podstawie trzech prototypów, a nie wymyślonej teoretycznie funkcjonalności. Oczywiście faza deweloperska, gdzie wstawiamy twarde bramki dotyczące jakości kodu, gdzie AI sprawdza, czy spełnia on wymogi tworzenia produktu. Na koniec warstwa utrzymania i testów, gdzie sztuczna inteligencja pomaga zadbać o kwestie bezpieczeństwa czy audytowe – wyjaśnia Bartosz Szuryga, współzałożyciel Gridaly.

Z raportu „Sztuczna inteligencja w firmach: gotowość do adopcji, kompetencje i potrzeby”, który powstał w ramach projektu Bilans Kapitału Ludzkiego 3.0 (BKL 3.0) realizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytet Jagielloński, wynika, że 23 proc. firm wykorzystuje AI w procesach biznesowych, a 13 proc. widzi potencjał lub planuje wdrożenie tych rozwiązań. Przedsiębiorstwa, które wdrożyły rozwiązania AI, najczęściej wykorzystują ją do tworzenia treści (33 proc.), zarządzania danymi i dokumentami (27 proc.) oraz marketingu i personalizacji (27 proc.).

Jednocześnie 90 proc. specjalistów ds. rozwoju oprogramowania na całym świecie wdrożyło w swojej pracy sztuczną inteligencję. Ponad 80 proc. stwierdziło, że zwiększyła ona ich produktywność. Z kolei 59 proc. zauważyło pozytywny wpływ AI na jakość kodu. Takie wnioski płyną z raportu DORA 2025 od Google Cloud.

– Z mojej perspektywy jako założyciela start-upu technologicznego wszystkie te role mamy obsadzone, czyli od project managera, przez DevOps, security managera, po security engineera. Przede wszystkim skrócił się czas dowożenia realnej wartości dla organizatorów, klientów. W grę wchodzi również podniesienie jakości dzięki bramkom, które sprawdzały jakość tej pracy – tłumaczy Bartosz Szuryga.

Jego zdaniem kompetencje, które będą najbardziej potrzebne przedsiębiorcom, to przede wszystkim umiejętność podejmowania decyzji.

To jest etap, którego AI nie zastąpi. W dobie wielu artefaktów, które są produkowane przez AI, kluczowe będzie ich krytyczne analizowanie i na tej podstawie podejmowanie decyzji. W procesie pracy ze sztuczną inteligencją warto stawiać granicę, czyli dużo lepiej powiedzieć, czego AI ma nie robić, niż to, co ma robić. Dzięki temu efekt będzie dużo bardziej dopasowany do naszej potrzeby biznesowej – uważa współzałożyciel Gridaly.

W 2025 roku inwestycje kapitału wysokiego ryzyka (VC) w firmy zajmujące się sztuczną inteligencją na całym świecie stanowiły 61 proc. (258,7 mld dol.) wszystkich inwestycji VC (427,1 mld dol.). Tym samym podwoiły swój udział w porównaniu z 2022 rokiem (30 proc.). Tak wynika z danych OECD.

– Jeśli myślimy o mądrym podejściu do tego, w jaki sposób przedsiębiorcy mogą wykorzystywać publiczne finansowanie do tego, żeby doprowadzić do transformacji technologicznej w swojej organizacji, żeby wykorzystywać nowe technologie, budować przewagi oparte na cyfrowych rozwiązaniach, to musi ono zostać poprzedzone odpowiednim audytem. Dzięki niemu można finansować rzeczy, które są niezbędne i mogą przynosić dodatkowe korzyści – tłumaczy Marcin Seniuk, dyrektor Centrum Rozwoju Startupów w PARP. 

Przedsiębiorcy mogą się starać o wsparcie dla swoich projektów m.in. w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). W grę wchodzi m.in. „Startup Booster Poland DeepTech Goes Dual”. Program wspiera akcelerację startupów deep tech, które rozwijają przełomowe technologie o potencjale transformacyjnym, ze szczególnym uwzględnieniem rozwiązań dual-use.

Ponadto do dyspozycji młodych firm są także środki m.in. z Funduszy Europejskich dla Polski Wschodniej, w tym w ramach programu „Platformy startowe dla nowych pomysłów”. Zapewnia on kompleksowe wsparcie dla innowacyjnych pomysłów biznesowych w Polsce Wschodniej. Realizowany jest przez partnerstwa ośrodków innowacji, uczelni, samorządów oraz funduszy VC.

– Finansowanie oferowane przez publiczne organizacje związane z rozwojem rozwiązań AI, z wdrażaniem rozwiązań w mikro-, małych i średnich przedsiębiorstwach może pochodzić z finansowania w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki. To największy program wdrażania innowacji zarządzany przez PARP. W szeregu konkursów można finansować koszty związane z pozyskiwaniem czy wdrażaniem technologii, szczególnie w „Ścieżce SMART”. W momencie kiedy pracujemy z wynikami badań i prac rozwojowych, wdrażamy nowe rozwiązania, wcześniej zbadane, dostosowane do naszej organizacji. To finansowanie może wynosić kilka milionów złotych. Ono jest bezzwrotne, oferowane w kolejnych naborach – tłumaczy Marcin Seniuk.

 


Materiał powstał podczas PARP Future Camp 2026, wydarzenia współfinansowanego w ramach programów Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG), Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej (FEPW) oraz Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS).

 

xzcxzv

Całkowity zakaz reklamy piwa może uderzyć w media i sport. Branża szacuje koszty na co najmniej 700 mln zł rocznie

Branża piwowarska szacuje, że proponowany w projektach legislacyjnych całkowity zakaz reklamy piwa może przynieść co najmniej 700 mln zł bezpośrednich kosztów gospodarczych rocznie. Odczuć mają je nie tylko browary, ale też media, kluby sportowe, gastronomia i podmioty związane z całym łańcuchem dostaw. Propozycje nowych ograniczeń pojawiają się w czasie, gdy sprzedaż piwa alkoholowego mocno spada, a rośnie segment piw bezalkoholowych. Z badania zleconego przez branżę wynika, że prawie 60 proc. respondentów sprzeciwia się zakazowi reklamy piwa 0%.

W Sejmie trwają prace nad poselskimi projektami zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, złożonymi przez Lewicę i Polskę 2050. Oba zakładają całkowity zakaz reklamy i promocji napojów alkoholowych, w tym piwa. Przewidują także rozszerzenie zakazu na napoje bezalkoholowe, choć różnią się tu szczegółowymi rozwiązaniami. Projektodawcy uzasadniają propozycję zakazu potrzebą ograniczenia wpływu reklamy alkoholu szczególnie na młodych ludzi. W uzasadnieniu wskazują, że ekspozycja na marketing alkoholu może zwiększać zainteresowanie jego spożywaniem i sprzyjać wcześniejszej inicjacji alkoholowej, dlatego postulują całkowity zakaz reklamy i promocji napojów alkoholowych oraz produktów bezalkoholowych występujących pod markami alkoholowymi.

– Największe konsekwencje dla branży piwowarskiej wiążą się z całkowitym zakazem reklamy piwa, która dzisiaj jest dozwolona. Proponowane przez posłów rozwiązania mają w konsekwencji objąć także reklamę piwa bezalkoholowego. Uważamy, że jest to niepotrzebna nadregulacja. Rynek piwa maleje, spada w ogóle spożycie alkoholu, więc nie ma uzasadnienia, żeby państwo ustawowo wprowadzało tak radykalne rozwiązania – mówi agencji Newseria Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom powołując się na GUS, podaje, że w 2025 roku spożycie alkoholu na mieszkańca wyniosło w Polsce 8,3 l w przeliczeniu na 100-proc. alkohol, wobec 8,8 l rok wcześniej. Spadek dotyczył wszystkich rodzajów napojów alkoholowych. Z kolei według danych GUS przytaczanych przez Związek Browary Polskie w pierwszym półroczu 2026 roku produkcja sprzedana piwa alkoholowego zmniejszyła się o 11,9 proc. r/r. Rynek piwa kurczy się już ósmy rok z rzędu, a w latach 2018–2025 ubyło z niego ponad 7,5 mln hl.

– Posłowie Lewicy chcą, aby w jednakowy sposób, tak samo radykalnie potraktować napoje, które mają alkohol, i te, które alkoholu nie mają. Nie ma na to akceptacji społecznej. W ostatnim badaniu opinii publicznej, które zleciliśmy, prawie 60 proc. respondentów było przeciwnych wprowadzeniu zakazu reklamy piwa 0%. Respondenci bardzo dobrze rozróżniają, co jest alkoholem, a co nim nie jest, i oczekują rozróżnienia w traktowaniu tych produktów, a nie ich zakazywania – wskazuje Bartłomiej Morzycki podczas rozmowy na Forum Ekonomicznym w Karpaczu.

Badanie CBOS pokazuje, że niemal co czwarty Polak deklaruje abstynencję, a spośród osób spożywających alkohol ponad połowa sięga również po piwa bezalkoholowe. Segment 0,0% nadal rośnie. Według danych GUS przytaczanych przez Związek Browary Polskie w pierwszym półroczu 2026 roku produkcja sprzedana piw bezalkoholowych zwiększyła się o 16,2 proc. r/r, a w samym czerwcu – o 30,1 proc.

 Powinniśmy iść w kierunku budowania świadomości ewentualnego negatywnego wpływu alkoholu, ale to dorosłe osoby powinny decydować o tym, jaki produkt – czy alkoholowy, czy bezalkoholowy – spożywają. Absolutnie jestem za tym, aby ograniczyć, a wręcz uniemożliwić sprzedaż alkoholu osobom niepełnoletnim – przekonuje Bartłomiej Pejo, poseł Konfederacji.

Branża piwowarska wskazuje, że skutki zakazu reklamy mogą wykraczać poza sam rynek piwa. ZPPP szacuje ich łączną wartość na co najmniej 700 mln zł rocznie.

 Ponad 200 mln zł to utrata wpływów stacji telewizyjnych i innych mediów, 100 mln zł to skutki dla klubów sportowych, bo sponsoring sportu również będzie zabroniony, tak samo jak reklama. Do tego dochodzi ubytek w podatku VAT, bo jeżeli jakaś forma działalności gospodarczej będzie zabroniona, spadną wpływy z tego podatku. Bardzo duże koszty poniesie branża gastronomiczna, ponieważ cała sfera zewnętrznej obecności marek piwnych, na przykład logo browaru na kuflu czy na parasolu w ogródku, może być w myśl tych przepisów uznana za reklamę. Oznacza to konieczność wymiany kilkudziesięciu tysięcy takich parasoli. To koszt między 250 a 300 mln zł, który będą musieli ponieść restauratorzy i właściciele takich ogródków – wylicza Bartłomiej Morzycki.

Z kolei poseł Konfederacji zwraca uwagę na możliwe skutki zmian dla producentów chmielu i innych podmiotów związanych z branżą piwowarską.

– Polska zajmuje trzecie miejsce wśród producentów chmielu w Europie i piąte na świecie. Dobijamy tę branżę nie tylko podatkami, ale również takimi absurdalnymi projektami. Nie znamy skutków tej regulacji, ale na zdrowie wcale to nie wpłynie. Powinniśmy wręcz promować i reklamować napoje bezalkoholowe, a kierunek opcji rządowej i Lewicy jest zupełnie inny – mówi Bartłomiej Pejo.

Według raportu Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE w 2024 roku branża piwowarska wygenerowała ponad 20,5 mld zł wartości dodanej, co odpowiadało 0,56 proc. PKB. Z jej działalnością związanych było ponad 85 tys. pełnoetatowych miejsc pracy. Tylko ok. 10 proc. z nich znajdowało się bezpośrednio w browarach. Pozostałe przypadały m.in. na rolnictwo, handel, gastronomię, transport i magazynowanie.

– Piwo i branża chmielarska reprezentują ogromne tradycje Polski, szczególnie bliskiej mi Lubelszczyzny, więc na pewno nie zagłosuję za projektem, który będzie ograniczał reklamę jakiegokolwiek piwa. To jest uderzenie w cały łańcuch dostaw i produkcji, nie tylko w branżę chmielarską i browarniczą, ale również w logistykę, transport, handel i gastronomię. To także ograniczenie imprez sportowych i możliwości sponsoringu różnego rodzaju eventów – przekonuje Bartłomiej Pejo.

Jak wskazują przedstawiciele klubów sportowych, wprowadzenie zakazu reklamy może też oznaczać ograniczenie obecności logotypów sponsorów na koszulkach i bandach reklamowych.

– Wprowadzenie zakazu reklamy piwa będzie miało negatywne znaczenie dla polskiego sportu. Zostanie on pozbawiony dużych środków finansowych, które dotychczas trafiały z tytułu reklamy piwa, poprzez środowisko sportowe, kluby sportowe, reprezentacje narodowe, jak również poprzez sponsoring czy partnerstwo wydarzeń. Będzie to również utrata konkurencyjności polskiego sportu. W większości krajów Europy Zachodniej taki zakaz nie istnieje, więc zagraniczne kluby czy reprezentacje będą nadal korzystały ze wsparcia finansowego z tytułu reklamy piwa, a nasze krajowe kluby i reprezentacje takiej możliwości nie będą miały. Utrata środków finansowych może mieć konsekwencje w wymiarze sportowym, szkoleniowym, rozwojowym i infrastrukturalnym – podkreśla Grzegorz Knap, członek zarządu Instytutu Prawa Sportowego.

Z raportu Sponsoring Insight „Rynek sponsoringu sportowego w Polsce 2025” wynika, że wartość zakupionych praw sponsorskich na polskim rynku sportowym wyniosła w 2024 roku 1,46 mld zł, o 7,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Firmy z sektora FMCG, do którego należą także producenci piwa, odpowiadały za 7,6 proc. tej wartości.

– Dotychczas reklama piwa, sponsoring czy partnerstwo browarów były istotnym wsparciem finansowym i będzie ono bardzo trudne do zastąpienia. W praktyce nie wygląda to tak, że jest kolejka chętnych, którzy chcieliby wesprzeć polski sport w zakresie partnerstwa czy sponsoringu – podkreśla Grzegorz Knap. 

Cyfryzacja firm mocno przyspiesza. W tych warunkach cyberodporność i suwerenność danych stają się koniecznością

Chmura i sztuczna inteligencja coraz mocniej zmieniają sposób, w jaki firmy organizują pracę. Im większa zależność biznesu od technologii, tym większego znaczenia nabiera nie tylko cyberbezpieczeństwo, ale też kontrola nad tym, gdzie dane są przechowywane, jakiej jurysdykcji podlegają i czy w razie potrzeby można je przenieść do innego środowiska. Eksperci Play podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu podkreślali, że te czynniki coraz częściej decydują o odporności cyfrowej przedsiębiorstw.

Jeszcze pięć–sześć lat temu rozwiązania z zakresu IT były czymś innym niż rozwiązania z zakresu telekomunikacji. Dzisiaj wraz z rozwojem technologii, szczególnie przy wprowadzeniu rozwiązań zarządzanych software’owo, przy przechodzeniu do chmury, telekomunikacja i IT to jest jedno. Do tego w ostatnim okresie bardzo ważnym elementem stało się cyberbezpieczeństwo, które nie tylko pełni funkcję zabezpieczenia, ale tak naprawdę stało się jednym z elementów systemów IT firm – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marcin Kubit, dyrektor Departamentu Marketingu i Sprzedaży B2B w Play.

Z „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce (2026)” przygotowanego przez  PARP na podstawie m.in. danych GUS wynika, że odsetek polskich firm, które korzystają z usług chmurowych, wzrósł z 7,3 proc. w 2015 roku do 54,9 proc. w 2025 roku. Najwyższy poziom wykorzystania usług chmurowych występuje w dużych przedsiębiorstwach (ponad 86 proc.). Z kolei raport PwC „Chmura w biznesie” wskazuje, że w ubiegłym roku 27 proc. firm w Polsce oceniło jako wysoką dojrzałość chmurową swojej organizacji, a prawie połowa (47 proc.) – jako średnią. Blisko jedna trzecia (30 proc.) firm planuje wdrożyć rozwiązania chmurowe.

W przypadku sztucznej inteligencji, jak podaje PARP za GUS, w 2025 roku 8,7 proc. firm deklarowało wykorzystanie tej technologii (+2,8 pp. w porównaniu do 2024 roku). Największe zainteresowanie narzędziami opartymi na AI wykazują firmy duże (42 proc.) oraz podmioty z branży informacja i komunikacja (37,8 proc.).

Podczas panelu „Cyberbezpieczeństwo 360 stopni: jak chronić państwo, biznes i obywateli w epoce cyfrowych zagrożeń?” na Forum Ekonomicznym w Karpaczu ekspert Play zwrócił uwagę na to, że odporność cyfrowa staje się dziś warunkiem dalszego skalowania biznesu i budowania zaufania. Tym bardziej że dziś firmy nie zastanawiają się, czy korzystać z chmury i AI, ale jak robić to skutecznie i bezpiecznie, z zachowaniem kontroli nad danymi i infrastrukturą.

Coraz większego znaczenia w dzisiejszych rozwiązaniach nabiera bezpieczeństwo. Wynika to z tego, że coraz więcej danych nie przechowujemy na naszych własnych zasobach, ale powierzamy je firmom trzecim. W przypadku chmury publicznej bardzo często są to rozwiązania dostarczane przez duże międzynarodowe korporacje i tutaj dochodzi kwestia suwerenności danych, czyli miejsca, gdzie one są przechowywane, jakiej jurysdykcji są poddawane i czy jesteśmy w stanie w łatwy sposób je odzyskać przy zmianie dostawcy. Przy każdej migracji, przy każdym nowym rozwiązaniu musimy być pewni, że dane nie wyjdą poza nasz ekosystem IT – tłumaczy dyrektor Departamentu Marketingu i Sprzedaży B2B Play.

Jak wynika z „Barometru cyberbezpieczeństwa 2026” KPMG, w 2025 roku 96 proc. ankietowanych firm doświadczyło przynajmniej jednego incydentu bezpieczeństwa. Oznacza to wzrost o 13 pp. względem 2024 roku. Zwiększyła się także liczba firm doświadczających wielokrotnych naruszeń bezpieczeństwa, szczególnie tych, które odnotowały od czterech do dziewięciu incydentów (+20 pp.).

Zmienia się też sposób dostępu do tych danych. Dzisiaj to nie tylko ludzie, osoby pracujące zdalnie, ale coraz częściej urządzenia wykorzystujące rozwiązania IoT mają dostęp do naszych sieci korporacyjnych. Przy tak rozległych rozwiązaniach musimy być pewni, że dane są bezpieczne, czyli nikt spoza naszej organizacji nie będzie miał do nich dostępu, ale także że są one przechowywane w określonym miejscu – wyjaśnia Marcin Kubit.

Ekspert podkreśla, że same zabezpieczenia techniczne nie wystarczą. Niewystarczająca jest także sama zgodność z regulacjami z zakresu bezpieczeństwa i ochrony danych, takimi jak NIS2, DORA czy RODO. Ważniejsze jest praktyczne przygotowanie organizacji do działania w sytuacji kryzysowej: musi ona umieć wykryć incydent, zareagować i utrzymać ciągłość działania.

Na suwerenność danych składają się trzy główne elementy. Po pierwsze, lokalizacja: gdzie na fizycznych urządzeniach dostawcy rozwiązań chmurowych przechowują nasze dane. Każdy dostawca buduje swoje rozwiązanie, opierając się na tzw. regionach. Najwięksi z nich, czyli firmy amerykańskie, ponieważ de facto one zdominowały ten rynek, mają lokalizacje w Europie, natomiast wszystkie dane, które są przechowywane na ich serwerach, podlegają prawu amerykańskiemu – tłumaczy dyrektor Departamentu Marketingu i Sprzedaży B2B Play.

Głównymi dostawcami usług chmurowych na świecie są amerykańskie firmy Amazon, Microsoft i Google. Ich udział w światowym rynku w II kwartale 2026 roku wyniósł odpowiednio 28, 20 i 15 proc. – wynika z danych Synergy Research Group.

Tu dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii związanej z suwerennością, czyli jurysdykcji. W sytuacji gdy w Stanach Zjednoczonych zostanie podjęta jakaś decyzja, że te dane na przykład muszą być udostępnione podmiotom amerykańskim, to te firmy będą musiały to zrobić – podkreśla Marcin Kubit. – Trzecia rzecz, jeżeli chodzi o suwerenność danych, to jest łatwość migracji do nowego rozwiązania. Czyli jeżeli się zdecydujemy na przejście na inne zasoby, to obecny dostawca musi nam umożliwić, po pierwsze, łatwą migrację, a po drugie, musimy mieć pewność, że wszystkie dane faktycznie zostały zmigrowane.

Jak podkreśla, suwerenności danych nie trzeba postrzegać w kategorii zamykania się w jednym środowisku czy rezygnacji z rozwiązań chmury publicznej, ale właśnie świadomego decydowania o powyższych trzech czynnikach: lokalizacji, jurysdykcji i możliwości migracji.

Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną, coraz częściej mówimy o suwerenności danych, również o chmurze europejskiej. Wspólnie ze spółką Scaleway, która jest także częścią Grupy iliad, jesteśmy w stanie takie rozwiązania budować: w pełni europejską chmurę, zbudowaną wyłącznie poprzez lokalizację w Europie i podlegającą w pełni jurysdykcji europejskiej – mówi dyrektor Departamentu Marketingu i Sprzedaży B2B w Play.

W kwietniu 2025 roku Play i Scaleway ogłosiły strategiczne partnerstwo, którego celem było przyspieszenie wdrażania chmury publicznej i rozwiązań z dziedziny sztucznej inteligencji (AI) w Polsce. W kwietniu br. Komisja Europejska wybrała Scaleway, wraz z trzema innymi europejskimi dostawcami, do świadczenia suwerennych usług chmurowych dla unijnych instytucji. Jak podkreśla Play, dla klientów operatora oznacza to dostęp do rozwiązań opartych na technologii, która spełniła europejskie wymogi w zakresie suwerenności cyfrowej i bezpieczeństwa danych.

Na Forum Ekonomicznym w Karpaczu rozmawialiśmy z naszymi klientami i partnerami głównie o rozwiązaniach z zakresu cyberbezpieczeństwa, związanych z suwerennością danych, a także rozwiązaniach IT. Każdy z nich, mimo że wykorzystuje podobną infrastrukturę, ma trochę inne potrzeby. Cyberbezpieczeństwo czy suwerenność czym innym jest dla instytucji państwowych czy samorządów, a czym innym dla firm – mówi Marcin Kubit.

Ucieczka od dolara w stronę fizycznego złota. Banki centralne napędzają globalny popyt

Sierpień przyniósł silne odbicie na rynku złota. W skali miesiąca notowania kruszcu wzrosły o ok. 9,4 proc., choć końcówka miesiąca przyniosła wyraźną korektę, która pogłębiła się na początku września. Wzrostom sprzyjały przede wszystkim słabsze dane z amerykańskiej gospodarki, osłabienie dolara, zmieniające się oczekiwania dotyczące polityki Rezerwy Federalnej oraz napływ kapitału do funduszy ETF opartych na złocie. Długoterminowym wsparciem dla rynku pozostają także zakupy banków centralnych.

– Perspektywy złota są obiecujące. Wynika to przede wszystkim z tego, że banki centralne, dywersyfikując swoje rezerwy i zmniejszając zależność od dolara, starają się zabezpieczać finanse właśnie w złocie – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Mazurek, prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia. – W związku z tym kupują bardzo duże ilości kruszcu. Podobnie postępują inwestorzy indywidualni. Fundamenty inwestowania w złoto pozostają więc niezachwiane i pod tym względem na rynku niewiele się zmienia.

Skala sierpniowego odbicia była znacząca. Według World Gold Council już w pierwszych dwóch tygodniach miesiąca cena LBMA Gold Price PM wzrosła o 9 proc., do 4391 dol. za uncję. Jako główne czynniki organizacja wskazywała zmianę oczekiwań dotyczących polityki pieniężnej w USA, słabszego dolara oraz ponowny napływ pieniędzy do funduszy ETF inwestujących w złoto. Słabsza inflacja, niższa sprzedaż detaliczna i gorsze nastroje konsumentów w Stanach Zjednoczonych ograniczyły oczekiwania na szybkie podwyżki stóp procentowych przez Fed, co zmniejszało koszt alternatywny posiadania złota.

Także kontrakty na złoto po kilku słabszych miesiącach wyraźnie odbiły, zyskując w sierpniu ponad 9,3 proc., a momentami cena uncji kruszcu zbliżyła się do 4700 dol. Wcześniej zaliczyły jednak spektakularną korektę, spadając od szczytu w końcówce stycznia do dołka w czerwcu o blisko 25 proc.

Fizyczne złoto jest nadal pożądane przez rynek. Ostatnie wahania cen wynikały w dużej mierze z zachowania rynku finansowego i spekulacji na notowaniach złota, a nie ze zmian dotyczących samego fizycznego kruszcu – ocenia prezes Mennicy Mazovia. – Jeżeli inwestujemy w fizyczne złoto i patrzymy na nie długoterminowo, to pozostaje ono pożądanym aktywem. Złota nie da się po prostu wyprodukować w dowolnej ilości, dlatego jego podstawowe fundamenty się nie zmieniają.

Jednym z najważniejszych filarów popytu pozostają banki centralne. Z danych World Gold Council wynika, że w II kwartale 2026 roku ich zakupy netto wyniosły 289 t, o 62 proc. więcej niż rok wcześniej i pięciokrotnie więcej niż w słabym pod tym względem I kwartale. Największym raportowanym nabywcą w II kwartale był Narodowy Bank Polski, który zwiększył rezerwy o 51 t. Ludowy Bank Chin dokupił w tym czasie 33 t. Łącznie w pierwszej połowie roku zakupy netto banków centralnych wyniosły 345 t – mniej niż w rekordowych poprzednich latach, ale popyt w II kwartale wyraźnie przyspieszył.

Trend był widoczny także w kolejnych miesiącach. W samym lipcu Ludowy Bank Chin poinformował o zwiększeniu rezerw o 20 t, co było największym miesięcznym zakupem od końca 2023 roku i 21. z rzędu miesiącem powiększania oficjalnych zasobów złota. World Gold Council wskazuje, że wśród głównych motywów takich działań pozostają dywersyfikacja rezerw, zabezpieczenie przed ryzykiem geopolitycznym i finansowym oraz postrzeganie złota jako nośnika wartości.

– Banki centralne nadają trend i wyznaczają kierunek, w którym podążają również inni inwestorzy. Kupują fizyczne złoto jako element zabezpieczenia swoich rezerw, a ich działania są obserwowane przez inwestorów indywidualnych, fundusze oraz duże firmy. Dlatego kierunek nadawany przez banki centralne jest dla całego rynku bardzo ważny. Obecnie ich aktywność pozostaje jednym z istotnych czynników wspierających zainteresowanie złotem – podkreśla Paweł Mazurek.

Popyt inwestycyjny nie ogranicza się jednak do instytucji. Według World Gold Council w II kwartale globalny popyt na sztabki i monety wyniósł ponad 307 t i utrzymał się na poziomie zbliżonym do analogicznego okresu poprzedniego roku. Producenci odpowiadają na zainteresowanie inwestorów indywidualnych, rozszerzając ofertę także o produkty pozwalające rozpocząć inwestowanie z mniejszym kapitałem.

– Oprócz popularnych jednouncjowych sztabek i monet oferują coraz szerszy wybór produktów o mniejszej masie, np. półgramowych czy półuncjowych sztabek oraz monet o masie 1/20 lub 1/10 uncji – mówi przedstawiciel Mennicy Mazovia. – Są to produkty typowo inwestycyjne, przeznaczone między innymi dla klientów indywidualnych, którzy nie chcą od razu angażować dużych kwot.

Zdaniem Pawła Mazurka dla części inwestorów przewagą fizycznego złota jest również niezależność od pośrednika finansowego. W przeciwieństwie do instrumentów opartych na cenie kruszcu właściciel sztabki lub monety pozostaje bezpośrednim posiadaczem aktywa. Istotne są też zasady podatkowe. Zgodnie z informacjami Ministerstwa Finansów prywatna sprzedaż rzeczy ruchomej po upływie pół roku – liczonego od końca miesiąca, w którym została ona nabyta – nie podlega PIT. Zasada ta dotyczy sprzedaży poza działalnością gospodarczą.

Ekspert zaznacza przy tym, że złoto należy traktować przede wszystkim jako aktywo długoterminowe i narzędzie zabezpieczania majątku, a nie inwestycję generującą regularny dochód. Jego atrakcyjność rośnie przede wszystkim w okresach zwiększonej niepewności gospodarczej, zmian w polityce pieniężnej, osłabienia walut i napięć geopolitycznych. Sierpniowe notowania pokazały jednocześnie, że w krótkim terminie rynek może pozostawać bardzo wrażliwy na komunikaty banków centralnych, zmiany rentowności obligacji i oczekiwania dotyczące stóp procentowych.

– Złoto jest bardzo popularną formą inwestycji dla inwestorów indywidualnych. Nie jest to aktywo, które bezpośrednio przynosi odsetki czy dywidendę, ale w długim terminie jego podstawową funkcją jest zabezpieczenie finansów – podsumowuje Paweł Mazurek.

Cyberataki i sabotaż realnym zagrożeniem dla infrastruktury krytycznej. Bez szkolenia kadr Polsce grozi paraliż kluczowych sektorów

Cyberataki i sabotaż skierowane w stronę infrastruktury krytycznej są poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Zdaniem ekspertów incydenty cybernetyczne mogą doprowadzić do całkowitego paraliżu najważniejszych obszarów działalności państwa. W opinii specjalistów kluczowe jest budowanie odporności poprzez szkolenie kadr i edukację w szkołach czy też ułatwienie wejścia na rynek z rozwiązaniami dual-use mniejszym firmom.

– Cyberataki i sabotaż wymierzony w infrastrukturę krytyczną stanowią kluczowe zagrożenia, biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną, w tym wojnę w Ukrainie. Sabotaż to znana od dawna forma działań, obecnie coraz częściej wykorzystywana w działaniach poniżej progu wojny – mówi w rozmowie dr Karolina Grenda, członek Fundacji SET.

Pod koniec grudnia 2025 roku w Polsce doszło do skoordynowanego cyberataku o charakterze sabotażowym, który uderzył w sektor energetyczny w Polsce i objął liczne farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, spółkę prywatną z sektora produkcyjnego, elektrociepłownię dostarczającą ciepło dla prawie pół miliona odbiorców. Jego celem było zakłócenie działania infrastruktury energetycznej poprzez uszkodzenie systemów sterowania. 

– Jeśli chodzi o bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej i związane z tym ataki w cyberprzestrzeni, mogą one doprowadzić, co już zresztą miało miejsce, do całkowitego paraliżu kluczowych obszarów działalności państwa. Ochrona infrastruktury krytycznej i budowanie odporności są więc kluczowe – uważa dr Karolina Grenda.

Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) przedstawiła raport „ENISA Threat Landscape 2025”. Zidentyfikowała w nim sektory w UE najbardziej narażone na cyberataki. Liderem jest administracja publiczna (38,2 proc.). Drugie miejsce zajął sektor transportu (7,5 proc.), kolejne infrastruktura i usługi cyfrowe (4,8 proc.), finanse (4,5 proc.) i produkcja (2,9 proc.).

– Polska dysponuje odpowiednimi kadrami do przeciwdziałania cyberzagrożeniom. Brałam udział w procesie ich budowy w latach 2018–2020, kiedy powstał program CYBER.MIL. Jego pierwszym etapem było powołanie Narodowego Centrum Bezpieczeństwa Cyberprzestrzeni, które następnie przekształcono w Wojska Obrony Cyberprzestrzeni – tłumaczy przedstawicielka Fundacji SET.

CYBER.MIL.PL to program Ministerstwa Obrony Narodowej, którego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa państwa i obywateli w cyberprzestrzeni. Obejmuje on cztery strategiczne obszary. Pierwszy z nich to konsolidacja i budowa struktur cyberbezpieczeństwa. Drugi to edukacja, szkolenie i treningi. Trzecim jest współpraca i budowa silnej pozycji międzynarodowej, a czwartym podnoszenie poziomu bezpieczeństwa resortowych i wojskowych sieci oraz systemów.

Wojska Obrony Cyberprzestrzeni (WOC) to specjalistyczny komponent Sił Zbrojnych RP, który powstał w lutym 2022 roku i odpowiada za zapewnienie cyberbezpieczeństwa państwa. Jego zadaniem jest prowadzenie pełnego spektrum działań w cyberprzestrzeni, w tym obronnych, rozpoznawczych oraz aktywnych działań ofensywnych.

– W ramach programu organizowane są struktury oraz kadry o odpowiednich kompetencjach w obszarze cyber, kryptologii, obecnie także sztucznej inteligencji. Świadczy o tym m.in. wysoki wynik polsko-czeskiego zespołu w międzynarodowych ćwiczeniach i  hackathonie Locked Shields – podkreśla dr Karolina Grenda.

Locked Shields to największe i najbardziej złożone na świecie ćwiczenia z zakresu obrony cyberprzestrzeni. W tym roku wzięło w nich udział 41 państw tworzących 16 zespołów szybkiego reagowania, które przez kilka dni broniły infrastruktury fikcyjnego państwa Berylia przed skoordynowanym cyberatakiem sił z Crimsonii. Polsko-czeski zespół zajął czwarte miejsce.

– Istotne jest też kształcenie od poziomu szkoły podstawowej w zakresie programowania i podstaw cyberbezpieczeństwa, aby przygotować przyszłych specjalistów zdolnych wejść w struktury państwa odpowiedzialne za bezpieczeństwo – uważa członek Fundacji SET.

Jak podkreśla Komisja Europejska, sztuczna inteligencja zmienia krajobraz cyberbezpieczeństwa. Może ona pomóc w wykrywaniu luk w zabezpieczeniach, zapobieganiu cyberatakom i wzmacnianiu ochrony infrastruktury krytycznej. Może być też jednak wykorzystywana przez cyberprzestępców do automatyzacji ataków, identyfikowania słabych punktów i przeprowadzania cyberoperacji z niespotykaną dotąd szybkością i skalą.

– Rola sztucznej inteligencji w cyberbezpieczeństwie jest już dziś bardzo duża. Zarówno w obszarze prowadzenia ataków, jak i obrony przed nimi. Trzeba mieć na względzie, że rozwojowi nowych technologii w tym obszarze nie sprzyja przeregulowanie przepisów, które w niektórych obszarach może hamować rozwój AI – zaznacza dr Karolina Grenda.

Pod koniec czerwca br. Rada Unii Europejskiej zatwierdziła nowe rozporządzenie, które ma usprawnić i uprościć niektóre przepisy dotyczące sztucznej inteligencji. Jest ono elementem tzw. pakietu Omnibus VII w ramach unijnego programu uproszczeń. 

– Chodzi tu o rozwiązania dual-use, gdzie dawniej technologie trafiały z wojska do sektora cywilnego, a dziś jest odwrotnie. To biznes wdraża swoje rozwiązania w obszarze wojskowym. Problem polega na tym, że małe firmy, mimo posiadanych kompetencji, mają trudności z wejściem na rynek ze względu na wysokie bariery regulacyjne oraz przewagę dużych firm technologicznych. Dlatego bardzo duża jest rola i znaczenie państwa, które powinno organizować różnego rodzaju piaskownice regulacyjne umożliwiające małym, perspektywicznym firmom wejście na rynek rozwiązań dual-use – podkreśla członek Fundacji SET.

Piaskownica regulacyjna to ramy ustanowione przez właściwy organ krajowy, umożliwiające dostawcom lub potencjalnym dostawcom systemów AI rozwój, trenowanie, walidację i testowanie innowacyjnych systemów AI pod nadzorem regulacyjnym, zgodnie z rozporządzeniem AI Act.

– Obawiam się, że czasu na przygotowanie odpowiednich kadr zostało niewiele, ponieważ zagrożenia materializują się już dziś, a nie w jakiejś odległej przyszłości. Już teraz kluczowe jest podejmowanie działań, które będą integrować środowisko związane z bezpieczeństwem i przyciągać do niego kompetentnych ekspertów, zarówno tych z dużym doświadczeniem, jak i dopiero wchodzących na rynek pracy – uważa dr Karolina Grenda. – Równie istotna pozostaje jednak edukacja od podstaw. Należy wprowadzać elementy programowania i podstaw cyberbezpieczeństwa już na poziomie szkoły podstawowej, aby systematycznie budować umiejętności, na których będzie można oprzeć przyszłe kadry państwa – dodaje.